Protesty przeciw wycince w Puszczy Białowieskiej. Lasy Państwowe chcą znieść ochronę fragmentu Puszczy Białowieskiej. Chodzi o wyjęcie spod ścisłej ochrony kilkudziesięciu kilometrów
Trybunał Sprawiedliwości UE: Polska złamała unijne prawo przy wycince tvn24. TVN24: Komisja Europejska wysłała dwa listy w sprawie puszczy. Apeluje o zaprzestanie wycinki.
Z tego co chce zrobić minister, jasno wynika, że o puszczach i lasach nie ma bladego pojęcia! Poza tym, stałym elementem takich środowisk jak puszcze, jest odradzanie się drzewostanu. Niestety, w Polsce ciągle rządzi niewiedza, żeby nie powiedzieć, głupota. Panie ministrze Szyszko, DO SZKOŁY ! DO SZKOŁY ! Ewentualnie na emeryturę!
Wspierała też protest nauczycieli i demonstracje przeciwko wycince Puszczy Białowieskiej. W wyborach samorządowych w 2018 r. bez powodzenia ubiegała się o mandat radnej Rady Miasta Białystok. Justyna Rembiszewska - kandydat na posła w: okręg nr 24 (Białystok) - zobacz profil kandydata w wyborach parlamentarnych 2023 w serwisie
. Naukowcy odpowiadają na wątpliwości ws. Puszczy Białowieskiej. Opracowali odpowiedzi na 30 najczęściej zadawanych pytań ws. wycinki. Podkreślają, że kornik tak naprawdę nie zagraża temu niezwykłemu obszarowi. Źródło: odpowiedzi na zalew propagandy ze strony Lasów Państwowych i słabą komunikację na linii Nauka-społeczeństwo, przygotowaliśmy komentarz do najczęściej pojawiających się wątpliwości na temat Puszczy Białowieskiej i jej ochrony. Zachęcam do używania, rozpowszechniania i wklejania wszędzie tam, gdzie pojawia się kłamliwa propaganda, żeby zwykły obywatel, często zdezorientowany, zobaczył że nauka jest po stronie ochrony!" - napisał na Facebooku doktor biologii, który zajmuje się ochroną przyrody w lasach. To jeden z trzech naukowców, którzy przygotowali odpowiedzi na "30 pytań o kornika, leśników i ekologów w Puszczy Białowieskiej".Pozostali naukowcy, którzy przygotowali dokument to Rafał Kowalczyk, profesor PAN i dyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży oraz Piotr Tryjanowski, profesor Instytutu Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w jest podzielone na dwie części. Pierwsza wyjaśnia kwestie kornika. Druga dotyczy leśników i ekologów."Kornik jest tu od tysięcy lat i jego obecność jest całkowicie naturalna. W ciągu ostatnich 100 lat obserwowano kilka większych jego pojawów (gradacji). Ale każdorazowo zabija tylko część świerków i nie zagraża Puszczy" - czytamy w publikacji czytamy, że w lasach gospodarczych kornika traktuje się jak szkodnika, bo zagraża produkcji drewna, więc się z nim walczy. "W tym celu trzeba wyciąć minimum 80 proc. zaatakowanych drzew i wywieźć je z lasu, zanim kornik zdąży z nich wylecieć i zaatakować kolejne".Naukowcy wyjaśniają, że nie jest szkodnikiem, ale naturalnym elementem ułatwiającym zmiany lasu, wynikające ze zmian klimatu. "W Puszczy jest więcej świerków niż być powinno, więc część, prędzej czy później, musi zginąć. Kornik usuwa ich nadmiar, naprawiając błędy leśników, i zostawia te najlepiej dostosowane. Zatem walka z kornikiem nie tylko nie jest potrzebna, ale wręcz szkodzi Puszczy" - stwierdzają, że wycinka to kuracja gorsza od PuszczyOd kilku tygodni działacze Greenpeace i Fundacji Dzika Polska protestują przeciwko wycince drzew w Puszczy Białowieskiej. Blokują ciężki sprzęt używany do wycinki. Przedstawiciele organizacji pozarządowych chcą, by cały obszar puszczy został objęty parkiem narodowym. Przeciwna wycince jest także opozycja:Puszcza Białowieska znajduje się na liście dziedzictwa przyrodniczego UNESCO. Minister środowiska Jan Szyszko zapowiedział niedawno, że Polska złoży wniosek do UNESCO, by puszczę wpisać na listę dziedzictwa kulturowo-przyrodniczego. Jego zdaniem, kiedy puszczę wpisywano na listę światowego dziedzictwa, popełniono błąd, ograniczając się jedynie do kwestii Światowego Dziedzictwa w 2014 r. przyjął zgłoszony przez Polskę i Białoruś wspólny wniosek o wpisanie obszaru Puszczy Białowieskiej, leżącej po obu stronach granicy, na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jak podkreślił minister Szyszko, odbyło się to bez konsultacji ze społecznością lokalną. Starania trwały od 2008 r., natomiast wniosek złożono w 2012 jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wycinka ruszyła w 2017 r. pod pretekstem walki z kornikiem drukarzem. Do puszczy wjechały harwestery, które potrafią w ciągu dnia wyciąć nawet 300 drzew. Tylko do końca 2017 r. usunięto ich 180 tys. Zdaniem organizacji ekologicznych wycinka miała tak naprawdę charakter komercyjny, a została wstrzymana dopiero, gdy Trybunał Sprawiedliwości UE nakazał Polsce jej natychmiastowe przerwanie pod groźbą kar 100 tys. euro dziennie. Czy podejmując decyzję o wycince, czołowi funkcjonariusze złamali prawo? Szybko się nie dowiemy. Śledztwo w tej sprawie zawieszono. Nie tylko Szyszko Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożyła w 2017 r. posłanka PO Gabriela Lenartowicz. – Zdecydowałam się na ten krok zbulwersowana tak bezczelnym łamaniem prawa. Zresztą wycinka oburzała cały świat, tymczasem minister środowiska Jan Szyszko podróżował z kornikami w słoiku do TSUE, odsądzając od czci i wiary ekspertów od leśnictwa – wspomina. Czytaj więcej W zawiadomieniu napisała, że minister mógł popełnić przestępstwo przekroczenia uprawnień na szkodę interesu publicznego, dokonując zniszczeń w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach. Później zawiadomiła też prokuraturę w sprawie tych samych przestępstw popełnionych przez Konrada Tomaszewskiego, ówczesnego dyrektora Lasów Państwowych, a prywatnie kuzyna prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Jak zauważała posłanka, Szyszko w 2016 r. trzykrotnie zwiększył poziom pozyskiwanego drzewa z puszczy, zaś w 2017 r. Tomaszewski wydał decyzję pozwalającą na cięcie w cennych drzewostanach. Jeszcze w 2017 r. białostocka prokuratura odmówiła śledztwa, uzasadniając, że działali oni „z uwagi na nadzwyczajną, katastrofalną sytuację związaną z gradacją kornika drukarza”. Posłanka zaskarżyła tę decyzję, a w kwietniu 2018 r. sąd nakazał przekazanie sprawy do dalszego prowadzenia. Uznał, że do oceny działań Szyszki i Tomaszewskiego potrzebna jest opinia biegłego lub zespołu biegłych i ponownie ruszyło śledztwo w Prokuraturze Okręgowej w Białymstoku. Obecnie toczy się ono również w sprawie przekroczenia uprawnień przez innych funkcjonariuszy Lasów Państwowych, w tym nadleśniczego Nadleśnictwa Hajnówka. Już raz było zawieszone z uwagi na konieczność wykonania czynności na Białorusi. Biegli się nie garną Decyzja o obecnym zawieszeniu zapadła 30 czerwca, a powodem jest problem ze znalezieniem biegłego. Z uzasadnienia wynika, że próby jego wyłonienia trwają od października 2021 r. „W pierwszej kolejności zwrócono się do jednostek naukowych, z których jedyną pozytywną odpowiedź uzyskano wyłącznie ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, przy czym odstąpiono od powoływania tejże jednostki z uwagi na zarzuty co do bezstronności biegłych, wysuwane przez występującą w niniejszym postępowaniu organizację społeczną Pracownię na Rzecz Wszystkich Istot” – pisze prokuratura. Dodaje, że inni biegli często odpowiadali negatywnie, powołując się na związki z Lasami Państwowymi, a ci, którzy zgodzili się podjąć ekspertyzy, nie dają gwarancji jej należytego wykonania albo stawiają wygórowane warunki finansowe. Czy rzeczywiście ze znalezieniem biegłego jest taki kłopot? – Problem jest całkowicie realny. Wszystkie instytuty badawcze są de facto finansowane ze środków publicznych, co stawia ewentualnych biegłych w niewygodnej sytuacji – mówi mec. Beáta Filipcová, pełnomocnik Pracowni na rzecz Wszystkich Istot. Inaczej uważa Lenartowicz. – Po tylu latach śledztwa brak biegłego to słaby argument, bo można sięgnąć po ekspertów z zagranicy – mówi. Jej zdaniem prokuratura gra na czas, bo gdyby umorzyła postępowanie, ta decyzja byłaby skutecznie zaskarżona. Były minister nie doczekał końca śledztwa. Zmarł w 2019 r. Głównie za sprawą wycinki w puszczy jego postać wciąż budzi kontrowersje. Przed kilkoma dniami stojący w Jarocinie pomnik Szyszki oblano czerwoną farbą. Osobiście wyczyścił go burmistrz miasta Adam Pawlicki.
Zaprzestania prowadzonej wycinki w Puszczy Białowieskiej oraz tego, by cała puszcza została objęta parkiem narodowym - domagali się w Warszawie uczestnicy sobotniej manifestacji. Według Ministerstwa Środowiska, cięcia to element ratowania cennych siedlisk. Manifestacja została zorganizowana przez Greenpeace, Polską Zieloną Sieć oraz organizację Akcja Demokracja. Uczestnicy przeszli sprzed Pałacu Kultury i Nauki przed siedzibę resortu środowiska gdzie prowadzili "siedzący" protest podczas, którego z głośników dobiegały dźwięki pił spalinowych. "Cała puszcza parkiem narodowym"; "Córka leśniczego nie cięłaby niczego" - wołali uczestnicy manifestacji. Na transparentach, które nieśli, przeczytać można było "Białowieska masakra piłą mechaniczną", "Nam nie jest Szyszko jedno", "Nie było nas, był las", "Quo Vadis Szyszko?", "Kocham puszczę, nie odpuszczę". Dyrektor Greenpeace Polska Robert Cyglicki przekonywał, że "na naszych oczach dokonuje się zbrodnia na naszym dziedzictwie". Katarzyna Jagiełło z Greenpeace mówiła, że w puszczy trwa wycinka drzew nie tylko tych zaatakowanych przez kornika, ale też tych zdrowych. "Została przekroczona czerwona linia, wycinane są najcenniejsze ponadstuletnie drzewa" - mówiła dziennikarzom. Dodała, że wycinka trwa też w strefach wyłączonych przez UNESCO, w trakcie okresu lęgowego ptaków. "UNESCO jest zaniepokojone konfliktem z Komisja Europejską i apeluje o natychmiastowe zaprzestanie wycinki i chronienie procesów przyrodniczych" - powiedziała Jagiełło. Jej zdaniem, wycinanie zdrowych drzew świadczy o tym, że działanie to ma komercyjny cel. Ministerstwo Środowiska z kolei przekonuje, że cięcia i nowe nasadzenia drzew są konieczne z powodu masowego pojawienia się kornika drukarza. Ten atakując świerki, doprowadził do ich zamarcia, to - jak tłumaczy MŚ - spowodowało zanik cennych siedlisk i gatunków w puszczy. "To najcenniejszy las w Polsce, to jedno z ostatnich takich miejsc w UE, jeden z najcenniejszych lasów na całym świecie. Mamy skarb, każdy kto wpuszcza tam ciężki sprzęt w najcenniejsze przyrodniczo regiony nie może mówić o sobie, że jest patriotą, po drugie nie może mówić o sobie, że jest dobrym gospodarzem" - podkreśliła Jagiełło. Pytana przez dziennikarzy, czy w związku ze zbliżającym się posiedzeniem Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO w Krakowie, który dyskutować będzie o sytuacji w puszczy, ekolodzy planują zaostrzenie protestów, powiedziała, że obecnie protest prowadzony jest dwutorowo; na miejscu, w puszczy oraz w różnych miastach. "Jestem przekonana, że trzeba na prawdę zwracać uwagę na to się będzie działo w Krakowie" - powiedziała. Do protestujących przed siedzibą resortu środowiska wyszedł wiceminister, Główny Konserwator Przyrody Andrzej Szweda-Lewandowski, który przekazał organizatorom manifestacji imieninowe cukierki od ministra Jana Szyszko. "Pan minister chce rozmawiać o puszczy w puszczy i wszystkich do tej puszczy zaprasza. Pan minister Szyszko jest otwarty na wszelkie rozmowy" - zapewnił Szweda-Lewandowski. "My przyjmujemy te cukierki na dowód tego, że minister nie rozumie tego co się tu dzieje. My na prawdę jesteśmy gotowi, żeby rozmawiać, ale żeby rozmawiać trzeba zatrzymać parce harvesterów (maszyna wykorzystywana do cięcia i korowania drzew - PAP). To jest podstawa" - odpowiedział wiceministrowi Cyglicki. Rzecznik ministerstwa środowiska Paweł Mucha w rozmowie z PAP zapewnił, że resort wielokrotnie deklarował i podtrzymuje deklarację chęci dialogu ze wszystkimi, którzy są zainteresowani dobrem Puszczy Białowieskiej. "Mam jednak poważne wątpliwości, czy aktywiści którzy często swój przekaz opierają na emocjach, czy chcą tak na prawdę dobra puszczy, czy jednak próbują z puszczy uczynić symbol, którym próbują uderzać w ministerstwo i rząd PiS" - powiedział. "Brakuje mi często ze strony aktywistów argumentów merytorycznych. Ministerstwo z kolei opiera się o fakty i dokumenty. Ta dyskusja powinna odbywać się głównie w puszczy w towarzystwie ludzi tam mieszkających; opierać się o dokumenty i prawo" - zaznaczył Mucha. Przedstawiciel MŚ zapewnił, że resort bierze pełną odpowiedzialność za działania jakie wykonuje w Puszczy Białowieskiej. Dodał, że resort "zgodnie z postulatami ekologów wyznaczyło obszar puszczy, na którym nie wykonuje żadnych działań", a na pozostałej części zgodnie z prawem europejskim ratowane są siedliska. "Nie może być tak, że Puszczą Białowieską rządzą kornik i aktywiści" - dodał. Spór wokół Puszczy Białowieskiej przybrał na sile, kiedy pod koniec marca 2016 r. minister środowiska zatwierdził aneks do Planu Urządzenia Lasu (PUL) dla Nadleśnictwa Białowieża. Przewiduje on większe cięcia, tłumaczone przez leśników koniecznością walki z masowym występowaniem kornika atakującego świerki. W połowie kwietnia Komisja Europejska poinformowała, że w związku z decyzją o zwiększonej wycince w Puszczy Białowieskiej, przeszła do drugiego etapu - prowadzonej od czerwca ubiegłego roku - procedury przeciwko Polsce. KE wezwała Polskę do wstrzymania zaplanowanych cięć w Puszczy Białowieskiej. Resort środowiska podkreśla, że działa zgodnie z prawem - polskim i europejskim - które zobowiązuje nasz kraj do ochrony gatunków i siedlisk cennych dla UE. Od kilku tygodni działacze Greenpeace i Fundacji Dzika Polska protestują przeciwko wycince drzew w Puszczy Białowieskiej. W czwartek po południu po raz kolejny zablokowali ciężki sprzęt używany do wycinki. Puszcza Białowieska znajduje się na liście dziedzictwa przyrodniczego UNESCO. Minister środowiska Jan Szyszko zapowiedział niedawno, że Polska złoży wniosek do UNESCO, by puszczę wpisać na listę dziedzictwa kulturowo-przyrodniczego. Jego zdaniem, kiedy puszczę wpisywano na listę światowego dziedzictwa, popełniono błąd, ograniczając się jedynie do kwestii przyrodniczej. Komitet Światowego Dziedzictwa w 2014 r. przyjął zgłoszony przez Polskę i Białoruś wspólny wniosek o wpisanie obszaru Puszczy Białowieskiej, leżącej po obu stronach granicy, na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Według ministerstwa, odbyło się to bez konsultacji ze społecznością lokalną. Starania trwały od 2008 r., natomiast wniosek złożono w 2012 roku.
Groźba kar finansowych może oznaczać koniec wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej. Dlaczego? Gdyby kary faktycznie zostały naliczone, to Lasy Państwowe musiałyby dopłacać do rąbania drzew. Jeżeli jednak wycinka jest niezbędna aż tak, jak podkreślał to miesiącami minister środowiska, to do końca planu w 2021 roku uzbierałoby się na pół miliarda złotych kar. Minister Jan Szyszko jest spokojny i przekonuje, że płacić nie ma zakaz kontynuowania wycinki puszczy - orzekł w poniedziałek Trybunał Sprawiedliwości UE. To dalszy ciąg sprawy zapoczątkowanej przez Komisję Europejską, która wnioskowała o zakazanie Polsce rąbania drzew. O sprawie pisaliśmy tutaj. Na razie jest to środek Komisja uzna, że Polska nie zastosowała się do zakazu, może ponownie wnioskować do Trybunału. W przypadku, gdy ten potwierdzi wersję Komisji, nałoży na Polskę karę 100 tysięcy euro za każdy dzień trwania wycinki. Wystarczy więc przedłużyć prace o tydzień, by kary szły w miliony środowiska na wtorkowej konferencji przekonywał, że o żadnych grzywnach nie ma mowy. Podkreslał, że takie decyzje nie zapadły. Dodawał, że Polska jest przygotowana na dalszą walkę. Jan Szyszko zapewniał, że wykonujemy prawo UE w 100 proc. Dodał też, że jest 15 dni na ustosunkowanie się do pisma z Trybunału. I Ministerstwo Środowiska ma zamiar to zrobić. Więcej o komentarzu ministra można przeczytać sprawdzić, czy groźba kar finansowych może zablokować plany Jana Szyszki. W końcu wielomiesięczne protesty na niewiele się zdały, sytuacji w puszczy nie udało się uspokoić. Na ile więc 100 tys. euro odstraszy leśników z ciężkim sprzętem? Policzyliśmy, czy wycinka będzie sie po prostu opłacać. Już teraz ekolodzy podnoszą zarzuty, że leśniczy tną dla zysków, a nie dobra liczyliśmy?Oficjalnie nie ma dostępnych danych o metrażu sprzedanego z Puszczy Białowieskiej drewna, jego cenie, i kontrahentach. Lasy Państwowe uznają to za tajemnicę przedsiębiorstwa, nie udzielają tak szczegółowych informacji. W ciągu ostatniego roku pojawiło się jednak kilkanaście przecieków dot. zawartych przez poszczególne nadleśnictwa transakcji. Postanowiliśmy więc zebrać wszystkie możliwe dane i stworzyć jest potrzebne? Przede wszystkim cena drewna. I tak - dziennikarze "Faktu" ustalili, że niektóre nadleśnictwa wystawiały w sierpniu 1,5 tysiąca m3 świerku na aukcjach za 330 tys. zł. Metr sześcienny świerku wart w tym wypadku jest nieco ponad 200 tego potrzebne są dane dotyczące możliwości wycinania w ciągu jednego dnia. Postanowiliśmy, że skoro kara jest na jeden dzień, to liczyć będziemy właśnie dla jednego dnia różnych opracowań harwestery, czyli maszyny do szybkiej wycinki, mają wydajność na poziomie od 5 do 8 metrów sześciennych drewna w ciągu godziny. 5,5 metrów sześciennych są w stanie wyciąć w lasach na Islandii. Tak wynika z opracowania Christoph Wölla z 2009 także: Zobacz także: Co mieszkańcy sądzą o wycince Puszczy Białowieskiej?Z kolei uczeni z Brna wskazywali w swoich dokumentach, że maszyna może osiągnąć wydajność na poziomie nawet 9 metrów sześciennych w ciągu godziny. Uczeni ze Słowacji z kolei wyliczyli, że sprzęt firmy John Deere może ściąć 7,5 metra sześciennego. Uwzględnili przy tym przerwę dla pracowników. Przyjęliśmy więc dla wyliczeń, że polskie maszyny zetną podobnie jak na Islandii 5,5 metrów sześciennych w ciągu dalej? Łatwo wyliczyć, że wspomniane już 1500 metrów sześciennych jeden harwester wyrąbałby w 272 godziny, czyli 34 dni pracy na jedną zmianę (po 8 godzin rąbania drewna). Z dostępnych informacji wynika, że Lasy Państwowe dysponują 40 ciężkimi maszynami (informacja z 2015 roku, dostępna na stronie toruńskiego oddziału LP).W ciągu jednego dnia wszystkie maszyny są w stanie wyrąbać 1,7 tys. metrów sześciennych drewna. Na aukcji powinno być wystawione mniej więcej za 387 tys. zł (nie uwzględniamy przy tym, że wycięte drzewa mogą być różnej klasy, czyli po prostu mogą być mniej warte). Jak wynika ze sprawozdań finansowych zysk netto Lasów Państwowych to mniej więcej 18 proc. z wartości sprzedanego drewna. Lasy w ciągu roku sprzedają drewno warte miliardy, ale zarabiają zdecydowanie mniej. W tym wypadku byłoby to 69 tys. zł. Reszta to Komisji Europejskiej to z kolei 100 tys. euro za każdy dzień pracy. Po kursie z 21 listopada, jest to 423 tys. zł. Łatwo więc wyliczyć, że dalsza wycinka Lasom Państwowym się po prostu nie opłaca. Dlaczego? Dokładałyby do przy założeniu, że LP nie wykorzystają do wycinek wynajętych od firm leśnych lub zleconych im harwesterów. Zwykle właśnie tak robią. To spowodowałoby, że w ciągu dnia można wyciąć zdecydowanie więcej drewna i wychodzić na czysto. By zysk pokrywał ewentualną karę, do lasów musiałoby każdego dnia wjeżdżać około 120 lata, że Lasy Państwowe wynajmowały w całym kraju do 350 takich maszyn (znów informacje Nadleśnictwa Toruń) , ale... ze względów logistycznych nie liczyliśmy tego od tej strony. To dane dla całej Polski. Koszty przejazdu maszyn z Zachodu na Wschód Polski byłby przy tym dodać, że dziennikarze telewizji TVN donosili, że Lasy Państwowe część drewna sprzedają po kosztach - za niewiele ponad 100 zł za metr sześcienny. W takim układzie, by zarobić na karę, do lasów wjechać musiałoby prawie 400 maszyn. To już przypomina science wszystkie powyższe wyliczenia to tylko szacunki. Konkretne dane na temat pieniędzy zarobionych za drewno z Puszczy Białowieskiej mają tylko Lasy Państwowe. Od dawna ich nie udostępniają. Firmy, które korzystają z tego drewna, chciały swego czasu ścigać osoby, które takie dane przy tym wyjaśnić, że drewno kornikowe nie ląduje wcale na śmieciach lub w piecach. Same Lasy Państwowe chwalą jego zastosowanie np. w budownictwie. "Gdy zaś martwe drzewo stoi za długo, wówczas traci na wartości i jakości. Wycięte w porę zadowoli nie tylko gospodarstwa domowe jako surowiec opałowy czy materiał do prac remontowych i naprawczych, ale również może zasilić polską działalność gospodarczą - w tym przemysł budowlany" - wyliczenia zakładają oczywiście, że Lasy Państwowe będą kontynuowały wycinkę. Jeszcze niedawno czołowi przedstawiciele resortu środowiska argumentowali, że wycinać po prostu trzeba. Bez wycinki nie ma Puszczy Białowieskiej - sugerowali. Jeżeli tak w rzeczywistości jest, to warto policzyć, ile budżet państwa musi zapłacić za ten zatrzyma wycinkę?Do końca roku zostało 40 dni. Gdyby prace musiały trwać właśnie tak długo, a Komisja Europejska za każdy dzień naliczyła w ostateczności karę, to Skarb Państwa musiałby znaleźć 4 mln euro na grzywnę za tegoroczną wycinkę. To ponad 16 mln zł. A to z pewnością nie spodobałoby się ministrowi finansów Mateuszowi Morawieckiemu. Już teraz musi przyjmować wizyty poszczególnych ministrów, którzy proszą o wsparcie więc kwotę 16 mln zł przedstawić w innym świetle - to równowartość 32 tys. wypłat świadczenia Rodzina 500+. To również równowartość 7,4 tys. średnich emerytur (brutto). Takie pieniądze wystarczyłyby też na remont kilku kilometrów drogi też podkreślić, że plany wycinki są sporządzone aż do 2021 roku. To oznacza, że pozostało aż 1501 dni. Gdyby prace trwały cały ten czas, a Komisja zdecydowała o nałożeniu kary, to w sumie do opłacenia byłoby 150 mln euro, czyli 635 mln tej kwocie zawierają się budżety trzech kancelarii: Prezydenta, Sejmu i Senatu. Za te pieniądze można też wybudować 16 km autostrady. Może się więc okazać, że to minister finansów pierwszy zapuka do drzwi szefa resortu środowiska i poprosi o koniec warto zauważyć jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Przedstawiciele Ministerstwa Środowiska przekonywali miesiącami, że bez wycinki puszcza umrze. Jednocześnie twierdzili, że nie wycinają drzew na sprzedaż. Mają okazję, by to potwierdzić. Jeżeli wierzą w ochronę puszczy, to logika ich myślenia nakazywałaby dalsza wycinkę. Trybunał Sprawiedliwości i Komisja Europejska swoimi decyzjami powiedziały ministrowi Szyszce głośne "sprawdzam". I pytają, czy chodzi o pieniądze czy jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze drugim nic nie wytłumaczą ani nie udowodnią! Zaniechać wycinki, ocenić efekt działalności korników za kilka lat i albo będzie ok! albo będzie skowyt i dramatyczne pytania "dlaczego.....!" ale na chwilę obecną "unioniści" wygrają!...jak zwykle czas pokaże.. Szyszko MUSI BEKNĄĆ!!!! To zabójca Przyrody!Puszcza to moim zdaniem tylko wisienka na torcie Szyszki. każdy kto jechał przez zachodziopomorskie i pomorskie zapewne widział jak tam pan minister i jego ludzie "ratują" drzewa przed podłym kornikiem. grzybiarze niejedno mogliby tu powiedzieć a samochody wiozące ścięte drzewa tworzą często kawalkady na szosach. Tylko że to nie puszcza a takie zwykłe lasy - nikt się za nimi nie ujmie. a pieniądze na obietnice skądś trzeba chwila, przeciez Unia wycofala sie z tego prawda? Wiec dlaczego mieliby do tego wrocic, i na jakiej podstawie? Z tego co mi wiadomo to to nie wycinka a intensywna praca aby uratowac wieksza czesc Puszcze, zanim Kornik zaora ja jak to nie raz bylo przez ignorancje Ekologow na zachodzie. A sam Szyszko byl chwalony niejedno krotnie w Bonnie wymaga intensywnych prac, podlewania, pielenia, hodowli zwierząt, nakłady potężne. Z szacunkiem patrzę na pracowników zieleni gdy podlewają drzewa w parku, pieką krzaki, ciężka praca. Pan profesor Szszka ma już kilka nominacji do Oskarda chyba, jakież on ma sukcesy naukowe, leśnictwo zawdzięcza mu tak wielu docentów!!
prawda o wycince puszczy